Bezimienni architekci

Gdybym wyszedł teraz na ulicę i pytał przypadkowych ludzi o wymienienie nazwisk jakichkolwiek architektów, nieważne czy żyjących, czy historycznych, w większości przypadków nic bym nie usłyszał. Zwykły Polak, nawet ten wykształcony, nie wymieni żadnego!

Co ciekawe, ten sam człowiek swobodnie może rzucać nazwiskami reżyserów, aktorów, sportowców, polityków. Może przesadzam, że wymagam od ludzi znajomości architektów. Może architektura jest zbyt specjalistyczną dziedziną? Pewnie patrzę na świat przez pryzmat uprawianego zawodu, ale prawda jest taka, że częściej każdy z nas ma do czynienia z dziełami architektów niż reżyserów, malarzy czy rzeźbiarzy. Bolą cię oczy, bo pracujesz w ciemnej przestrzeni daleko od okna w wielkim biurowcu? Odczuwasz przyjemność patrząc na piętrzące się bryły starych kamienic? Zachwycasz się nowym domem naprzeciwko twego okna? Za tymi wszystkim budynkami, niezależnie od ich jakości – stoją architekci!



Refleksja, że jestem przedstawicielem niewidzialnego zawodu, trochę jak bezimienni muratorzy średniowiecznych katedr – naszła mnie, gdy choroba zatrzymała mnie nagle w domu. Zamiast jechać na obrady jury konkursu Życie w Architekturze, organizowanego przez miesięcznik „Architektura-murator”, gdzie zostałem jurorem z ramienia Prezydenta RP, wylądowałem na bite dwa tygodnie w domu. Miałem w końcu czas na prozaiczne gapienie się w telewizor czy przeglądanie prasy. W sobotę oglądałem premierowy odcinek programu Piotra Sarzyńskiego „Blaski i wrzaski”. To chyba pierwszy od niepamiętnych czasów program w telewizji publicznej pokazujący architekturę. W końcu ktoś przypomniał sobie o misji, jaką ta telewizja powinna pełnić, tym bardziej chylę czoła, że skupiono się na architektonicznej edukacji Polaków.

Program ma prostą i popularną formułę, jest celebrytka, jest ekspert-architekt, jest i ciekawy prowadzący w osobie Sarzyńskiego, który od lat na łamach „Polityki” pisze o architekturze i przede wszystkim piętnuje polski bałagan przestrzenny oraz naszą wrodzoną bylejakość estetyczną. Patrzyłem z tym większym zainteresowaniem, bo w kolejnym odcinku jednym z bohaterów dokumentu ma być moja pracownia KWK Promes.

W każdym odcinku „Blasków i wrzasków” mają pojawiać się ciekawe, współczesne budynki. W premierowym był to „katowicki rudzielec”, jak mieszkańcy Katowic nazywają nową bibliotekę akademicką wybudowaną w centrum kampusu Uniwersytetu Śląskiego. Pełna nazwa obiektu jest tak długa, że przeklejam ją za Wikipedią: Centrum Informacji Naukowej i Biblioteka Akademicka (CINiBA). Świetny obiekt, dlatego ostatnio jako jeden z ekspertów europejskiego konkursu architektonicznego Mies van der Rohe Award – nominowałem go do tej prestiżowej nagrody.

Niestety widzowie oglądający program „Blaski i Wrzaski” nie dowiedzieli się jednego – kto stoi za projektem tego budynku! Prowadzący nie zająknęli się, że to dzieło pracowni HS99 z Koszalina, którą prowadzą Dariusz Herman, Wojciech Subalski i Piotr Śmierzewski. Smutne – program promuje architekturę, ale zapomina, że ona ma swoich autorów.

Kilka godzin później słuchałem audycji radiowej o najwęższym domu świata, czyli Domu Kereta w Warszawie – instalacji artystycznej, która zajęła wąską szczelinę miedzy dwoma budynkami. I znów pada mnóstwo nazwisk, od prezydent Warszawy, poprzez izraelskiego pisarza – ale nie wymieniono tego najważniejszego – Kuby Szczęsnego, który nie tylko zaprojektował ten domek, ale jako pierwszy rzucił pomysł, żeby go w ogóle zbudować. Zainicjował wyjątkowe działanie w przestrzeni Warszawy, ale… podzielił los średniowiecznych budowniczych.

To pomijanie architektów wcale nie jest normą na świecie. W Barcelonie, w której często bywam, zdziwiłem się, że zwykli ludzie, których spotykałem na ulicy, kojarzą nazwiska architektów i wiedzą kto zaprojektował ważniejsze budynki! W Holandii, Dani czy wspomnianej Hiszpanii - krajach gdzie jest wysoka świadomość społeczna architektury (co przekłada się na to, że jak tylko wjedziemy do tych krajów, to od razu widzimy, że panuje tam ład przestrzenny, a architektura jest na świetnym poziomie) – architekci są znani, pojawiają się w mediach, niektórzy wręcz traktowani są jak gwiazdy.

Cóż, może za 10 lat w Polsce będzie podobnie, a wtedy nie będę już przedstawicielem bezimiennej profesji. Jednak by tak się stało to przede wszystkim my architekci musimy o to zadbać i sami sobie powinniśmy pomóc, bo jak życie pokazuje, nikt za nas tego nie zrobi. I nie wystarczy tu samo tworzenie ciekawej, opartej na naszych własnych pomysłach (a nie przekalkowanej z różnych zakątków świata) architektury, trzeba jeszcze umieć o niej mówić, odpowiednio ją 'sprzedać' i trafić z nią do świadomości mas. Między innymi też z tego powodu bez dłuższego zastanawiania się przyjąłem propozycje pisania bloga w natemat.pl, bo wydaje mi się, że to właśnie jeden ze sposobów na zmianę świadomości Polaków. Mam tylko nadzieję, iż uda mi się pisać na tyle dobrze i ciekawie, że zainteresuję tym nie tylko rodzinę i znajomych, czego sobie, architektom i Państwu życzę.
Trwa ładowanie komentarzy...