O autorze
Robert Konieczny. Od 1999 r. prowadzi biuro architektoniczne KWK Promes (Katowice). Laureat ponad 30 nagród. Znalazł się na liście „101 najbardziej ekscytujących nowych architektów świata” czasopisma Wallpaper (2007 r.) oraz na liście „44 najlepszych młodych architektów świata” Scalae. Jego realizacje były sześciokrotnie nominowane do prestiżowej Europejskiej Nagrody Fundacji Miesa van der Rohe, a Dom Aatrialny otrzymał w 2006 r. tytuł Domu Roku na Świecie. Uhonorowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nagrodą w dziedzinie architektury. W książce światowej sławy krytyka Hansa Ibelingsa KWK Promes została wymieniona jako jedyna współczesna pracownia z Polski, która wniosła wkład w rozwój architektury europejskiej.

Zawody architektów

Pomyślałem sobie, że napiszę tekst o polskich architektach, którzy dzięki międzynarodowym sukcesom przebili się do mediów codziennych i pojawiając się w nich dosyć często, oswajają zwykłego Kowalskiego ze współczesną architekturą. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu tekst taki ukazał się w czasopiśmie Zawód Architekt, wydawanym przez Izbę Architektów. Autor jednak pozostał anonimowy, co mocno daje do myślenia. Artykuł zamieszczam w całości i zachęcam do przeczytania!

„Celebrytą” być…
może to nie grzech?

Bezinteresowną zazdrość proponuję wreszcie schować do lamusa i uwiadomić sobie, że każdy architekt posiada własną buławę „celebryty”. Musi ją tylko sam wyjąć z przysłowiowego tornistra.

Niejeden z nas, architektów, zadaje sobie pytanie – dlaczego nasze środowisko nie jest bardziej wyraziście dostrzegalne w społeczeństwie? Odpowiedź jest prosta, łatwa, ale niestety lekko nieprzyjemna: sami siebie ściągamy na ziemię, i żaden najlepszy, najbardziej sowicie opłacany specjalista od reklamy, wizerunku czy pijaru nas nie wylansuje, jeżeli my sami nie zechcemy zaistnieć publicznie.



Każdy architekt, zyskujący jakąkolwiek popularność i autorytet, chociażby poprzez „zaistnienie” w mediach informujących o jego twórczości i promujących jego działalność na różnych polach aktywności, traci w swoim środowisku przyjaciół, w zamian zyskując wrogów, skrytych za maską fałszywej solidarności zawodowej.

Czy naprawdę bezbarwne i nijakie jest nasze środowisko? Czy naprawdę gromadzi tylko szare wróble? Przecież nie! Coraz częściej trafi a się barwny ptak, wylatujący dalej i wyżej. Uczmy się takie loty naśladować, zamiast z okrzykiem „na pohybel!”, sprowadzać delikwenta na ziemię i próbować zadziobać.

Popatrzmy na inne zawody – ostatnio przeczytałam, że prawie 80% Polaków podziwia kucharzy – a przecież nie gotowaliśmy na potęgę jeszcze kilka, kilkanaście lat temu. Podobnie kilkanaście lat temu nikt w Polsce nie zastanawiał się kto stoi za projektem kubka, krzesła czy łyżki (vide: Z:A_03/2010 – przyp. red), a dzisiaj przy co drugim (kosztowniejszym!) meblu czy gadżecie widnieje nazwisko autora projektu...

Jeżeli zatem pośród polskich architektów zaczynają pojawiać się idole, to powinniśmy ten fakt nie tylko akceptować, ale wręcz wspierać i powszechnie lansować. Bezinteresowną zazdrość należy wreszcie schować do lamusa i uwiadomić sobie, że każdy architekt posiada własną buławę „celebryty”. Musi ją tylko sam wyjąć z przysłowiowego tornistra.

Czy nie lepiej byłoby, zamiast oddawać się frustracji, zadbać o budowanie własnego autorytetu, korzystając z doświadczeń innych? Tych, którzy już pojawili się publicznie i wzbudzili zainteresowanie mediów – czy to z powodu uhonorowania nagrodami (bywa – międzynarodowymi), wyrazistych poglądów lub docenionych logicznych wypowiedzi? To przecież naturalna droga do pozyskania szacunku i wzmocnienia partnerskich relacji z klientami każdego z nas.

Nasze środowisko zawodowe wręcz powinno mieć w swoich szeregach więcej architektów utalentowanych także w zakresie kreowania wizerunku. Niestety, trudno nam wciąż zrozumieć, że to właśnie „medialni celebryci” budują markę profesji, którą reprezentują. Znakomitym przykładem są gwiazdy piłki nożnej, ale nie mniejszym projektanci mody czy dizajnu. Tymczasem architekci z trudem akceptują popularność swoich koleżanek i kolegów, którzy, na przykład:

- pisują teksty do gazet i czasopism, prowadzą ciekawe blogi, przykuwają uwagę społeczeństwa,
- podejmują trud aktywnego uczestnictwa w życiu lokalnej społeczności, bywają na oficjalnych spotkaniach i uroczystościach, dzięki czemu ich wypowiedzi są dostrzegane przez organizatorów spotkań i konferencji oraz odnotowywane przez media,
- są zapraszani, jako autorytety, do uczestnictwa w różnych społecznych rankingach dotyczących architektury, co jednoznacznie buduje prestiż i rangę zawodu,
- wypowiadają się publicznie na tematy dotyczące nie tylko architektury i budownictwa, mają dar nawiązywania relacji ze słuchaczami, czym udowadniają renesansową wszechstronność umiejętności architekta,
- dbają o swój osobisty wizerunek, dobrze się prezentują, są medialni, i wiedzą jak współpracować z dziennikarzami.

Moja krótka lista nie obejmuje wszystkich „grzechów” architekta-celebryty, ale wystarczy, aby uświadomić, z czego kiełkuje środowiskowa zawiść i mentalna agresja.

Koleżanki i Koledzy! Już czas pogodzić się z faktem, że tak jak świat filmu ma swoje gwiazdy, tak i my potrzebujemy architektonicznych „celebrytów”, których nazwiska, projekty i realizacje będą pojawiały się mediach, budząc nie mniejsze emocje, niż laureaci nagród na festiwalach filmowych.
Trwa ładowanie komentarzy...